Dochodzę do wniosku, że ta moja Czarna Krowa jest dosyć pechowy autem i nie daje mi się nią nacieszyć i woli stać w warsztatach. Otóż jak jeżdżę z przodu po lewej od 17 lat ponad, tak nigdy stłuczki nie mialem. Aż do dzisiaj. Zaatakowalo mnie Volvo z prawej strony, które - rzekomo - miało mnie w martwym polu. Uwierzcie - to działo się jak w zwolnionym tempie, a nawet zatrąbić nie zdążyłem. Facet wyjechał z prawego pasa na lewy i doszło do obcierki. Błotniki do wymiany, zderzak pewnie do malowania jak ni z nie pękło. Wina ewidentnie nie moja, wezwalem policję i chwilę potem żałowałem: jak wycenili gościa na 450 zł i 6 pkt. Próbowałem negocjować żeby mu dali pouczenie, usłyszałem że w przypadku kolizji muszą dać mandat i nie ma widełek: jest 250 zł za spowodowanie kolizji i 200 za nie patrzenie w lusterka czy jakoś tak, albo odwrotnie
. Policjant był nieugięty. No i glupio mi bylo, sprawca spoko, kulturalny itp. Po 20 minutach przychodzi policja oddać papiery i spróbowałem ostatni raz - I wiecie co? Policjant westchnął, powiedział, że nigdy tego nie robi w przypadku kolizji po czym zwrócił się do sprawcy i powiedział magiczne słowa "Dzisiaj Pana tylko pouczam" ufff.. A ja mam dzięki temu lepszy dzień.I brawo dla tego policjanta za to, że wykazał się empatią zamiast nabijać statystyki i kasę do budżetu. Jak by sprawca szarżował, cwaniakował, kłamał to inaczej bym się zachował...
Auto wraca do ASO tylko jeszcze termin muszę ustalić.
P.S. jutro na 8 rano byłem umówiony na ceramikę. I znowu musiałem odwołać...














