Uaaaa, to ile km miałeś do holowania??
Moi rodzice kiedyś mieli wypadek pod Monachium i też miałem takie gadki z ubezpieczycielem - to było ponad 900 km w jedną stronę - ubezpieczyciel zaśpiewał kilka kPLN (coś koło 4-5-6 tys. zł, dokładnie nie pamiętam), i że biorą na tracka tylko samochód bez bagaży i rodziców i w ogóle że mogą jechać w poniedziałek, a był piątek. Sam już chciałem lawetę wypożyczać i hak montować.
Na szczęście jakoś udało mi się wtedy dogadać z lokalnym Pers'em, który dał mi namiar na 'Pana Krzysia', który telefon odebrał (piątek wieczorem), określił cenę na poziomie 900 zł, i jeszcze przeprosił, że nie może ruszać od razu, ale właśnie wrócił z trasy i musi się przespać choć 6 godzin. W sobotę o 10 rano był pod Monachium - poleciał Tuaregiem z lawetą, zabrał oczywiście wszystkich i wszystko i luksusowo wrócili koło 10 wieczorem do Poznania.
Najlepsze podobno było w Niemczech na parkingu policyjnym, jak odbierał tę potrzaskaną Corollę - klasyczny poślizg na autobahnie, kilka bączków, barierki, do rowu, ze cztery salta i w las - nie ocalała żadna szyba, 4 opony flak i wszystkie blachy pogięte łącznie z dachem, choć ogólnie bryła samochodu została ok. Policja już z czarnym zeszytem podchodziła do wraku, na szczęście nikomu nic się nie stało. Samochód dźwigiem wyciągali i później parkowali. I oczywiście 'do kasacji, nic z niego nie będzie, nie ma sensu ciągnąć do kraju'.
A Pan Krzysiu przyjechał, obejrzał, i mówi, 'kein Problem, jeszcze będzie jeździć' i wsiadł, odpalił i klap-klap-klap samodzielnie wjechał na lawetę.
Było to parę ładnych lat temu, ale jak byś chciał to może bym jakiś numer do niego odgrzebał.
Teraz najważniejsze żeby ten Twój silnik do ładu ostatecznie doprowadzili.
PS.
A Niemcy po miesiącu i tak przysłali fakturę ze skasowane 2 słupki na autostradzie.
Pozdro.,
MxW.